Depresja często towarzyszy łuszczycy. Naukowcy wykazali, że w pewnych przypadkach pojawia się częściej i ma to związek z rodzajem zażywanych leków na łuszczycę.
Można śmiało powiedzieć, że łuszczyca to choroba, która atakuje nie tylko ciało, ale i duszę. Jak w każdym aspekcie życia, jedni przejmują się mniej, a inni bardziej. Bez wątpienia rozległość zajętej skóry ma tu istotne znaczenie, ale nie tylko. Kluczowa jest nasza osobowość, którą można zobrazować po prostu jako „podejście” do choroby. Bardzo ważna jest także lokalizacja zmian.
Szczególnie ciężko jest bagatelizować ogniska chorobowe, nawet niewielkie, na eksponowanych częściach ciała – dłoniach, paznokciach czy skórze głowy. Dla części chorych problem łuszczycy jest tak duży, że prowadzi do rozwoju depresji. Kalifornijscy dermatolodzy przeanalizowali częstość rozwoju tej przypadłości w zależności od rodzaju zażywanego leku przeciwłuszczycowego. I tak, okazało się, że istotnie częściej depresja pojawia się u pacjentów leczonych tzw. tradycyjnymi lekami w porównaniu do tych, którzy stosują leki biologiczne. Pod pojęciem leków tradycyjnych kryją się: metotreksat, cyklosporyna, acytretyna i apremilast. Można by pomyśleć, że wymienione środki wywołują depresję. Niemniej jednak to zbyt daleko idące i niezbadane dotychczas uproszczenie. Na ten moment wiadomo, że zależność jest dwutorowa.
Po pierwsze, leki biologiczne wykazują większą skuteczność w leczeniu łuszczycy niż leki tradycyjne, a zdrowsza skóra to zdrowsza psychika.
Po drugie, leki biologiczne zapobiegają depresji dzięki temu, że działają antycytokinowo. Wyjaśniając to skomplikowane pojęcie, trzeba wspomnieć, że łuszczyca to przewlekła choroba zapalna, w której dochodzi do zaburzenia równowagi pewnych specyficznych białek – cytokin. Leki biologiczne regulują ich poziom, co wpływa na zmniejszenie objawów depresji niezależnie od poprawy widocznej na skórze.